Strona Główna
Magia Istnienia
Reiki
Twoja Mądrość
Buddyzm
Eseje o Życiu
Magia Drzew
Duchy Natury
Biała Magia
Magia Księżyca
Kamienie Szlachetne
Tarot
Poezja
Poezja Miłosna
Agora Poetycka
Aktualności
Szkolenia
Lektury
O mnie
Rekomendacje
Księga Gości
Magiczny Sklep
  Poezja
Poezja Ta strona nie wymaga właściwie żadnego wstępu. Poezję albo się lubi, albo nie. Wiersze mogą się podobać lub nie. Wszystko jest rzeczą gustu. Mam nadzieję, że czytanie tych zamieszczonych przeze mnie sprawi przyjemność i zaspokoi naturalną potrzebę piękna...





Kolejna dawka poezji, którą Wam serwuję, jest taka sobie... normalna... Ani dobra, ani zła. Być może niektóre utwory już gościły na tej stronie. No cóż najwięcej piszę wierszy miłosnych - jak chyba każda kobieta. Zatem zapraszam na stronę Poezji miłosnej - tam wybór większy i częste zmiany. Tutaj od czasu do czasu coś się pojawia, kiedy akurat dopadnie mnie wena...


CISZA

Ze złotej ciszy tęczowy mrok spływa
zwija na palcach senne marzenia
naparem z liści koi pragnienie
milczącym traktem płynie do nieba
Ze złotej ciszy tysiące iskier
srebrzystą chmurą goni zadumę
tworzy z fioletu piękne obrazy
wiesza na ścianach nowej pamięci
Ze złotej ciszy ślady przeszłości
znikają lekko w miękkim tunelu
nowe postacie i nowe twarze
uśmiechem dziwnym witają jutro
Ze złotej ciszy złota melodia
cykaniem świerszcza poszumem trawy
wypełnia ciało unosi duszę
w dal bezszelestną jasnego światła


POETA

Zimowy mrok otulony tęsknotą
zapala lampę nad stołem
pochylony nad kartką serca
układa miłosne wiersze
Garść śniegu wirując w powietrzu
zamraża dzwonki łez na rzęsach
lubieżnym tańcem wyrywa wspomnienie
ze skołatanej duszy
Zimny dotyk nie koi lecz pali
biały całun w pożogę zamienia
spragnione ciało boleśnie spopiela
brak czyichś dłoni
w bezdenną studnię czarnej zagłady


MEDYTACJA

Szlakiem gwiazd przemierzam otchłanie
w miękką ciemność zanurzam znów włosy
jasnych spiral srebrzyste podwoje
w ciszy nocy ze śmiechem otwieram
Żółty promień słoneczny ze świtu
rubin zorzy złociście zakwita
kiedy dzień lekko spływa na ziemię
kiedy wznosi mnie z objęć niebytu
Kryształ dźwięku wysoko zabrzęczy
szelest dziwny zanuci czakramu
w niepojętej melodii nirwany
skrzydeł łopot nad głową zaszumi
Uniesiona pod niebo i wyżej
trwam tak sekund malutkie ułamki
aby lotem małego skowronka
opaść w życie codzienne na powrót


KSIĘŻYC

Księżyc jak nektar
przesącza się przez firankę
chce cicho wejść między lustra
przejrzeć się w sobie samym
Selena odarta z zasłony
zamiera u progu
zamyka cicho oczy
i westchnieniem odpływa
Gdzieś ciepło zgubione
otwiera srebrne drzwi
szuka drogi powrotnej
do domu
i tylko sztylet niepewności
zawisa nad dłonią
jak ból
którego nie można zapomnieć


NA PLAŻY

Iskrzącą falą spływam do stóp świtu
aby wschód słońca na piasku powitać
myśli topię w morskim powietrzu
nawlekając sosnowe igły
Rozdeptując muszli odłamki
w wieczności zanurzam westchnienie
Tęsknotą nieznaną a swojską
otulam zziębnięte ramiona
Kalejdoskop chmur nad głową
wiatrem ciszy przepędzam
nie szukam już nawet lęku
tylko w chłodnym piasku schronienia
Nagle złoty rozbłysk bursztynu
poraża pięknem bezbronnym na plaży
Nagle światło słońca zakwita
rozkoszą nieba zlanego miodem
I wszystkie smutki bezbrzeżne znikają
pod powierzchnią największego zachwytu


ALPINISTA

Kołysany wiatrem tańczysz na złotej linie
balansujesz jak liść niesiony podmuchem
znów pijesz wódkę z ukochanym ryzykiem
Słońce wypala twoje ramiona
lśniącym pyłem pokrywa całe ciało
Nadludzki wysiłek skręca cię wpół
Unosi w tajemnicze dziwne światy
zanurza w niedostępnym oceanie
Gdzieś daleko pod tobą
zagubiona i zapomniana istota
westchnieniem odrywa cię od pracy
by jeszcze raz uciec w marzenia
by jeszcze raz uwierzyć w piękno
by jeszcze raz spojrzeniem dotknąć twoich ust


HOŁD DLA ZDZISIA - WSPANIAŁEGO TERAPEUTY

Ciepły welon dymu otacza Twoją głowę
nad tyglem ludzkich uczuć miękko pochyloną
Zapach kadzidła półmrok leniwie wypełnia
i w ogniu świecy złotą myślą zastyga
Płatki rumianku z cichym szelestem
przepływają między Twymi palcami
kiedy dłoń wyciągasz do nieba
by z gwiazd zebrać dzisiejszą rosę
Srebrne pasma wiedzy układasz na stole
i po kawałku zamieniasz na liście
zielonym światłem ziemi rozjaśniasz
nieskończony łańcuch istnienia
Kolejny dzień dogasa w Twoich dłoniach
kolejna noc spędzona w skupieniu
w bólu powiek zmęczonych zrodziłeś
jeszcze jedną szansę na życie
Znużone wahadło usypia w kieszeni
fajka leniwie układa się na popielniczce
w zadumie jasnej lekko się zanurzasz
usypiasz
Nagle rozbłysk cię budzi przed świtem
fale tęczy pulsują nad czołem
z kronik Akaszy krople spadają
by w twoich oczach diamentem zastygnąć
Brama nocy się cicho zamyka
serce radośnie wybiega przed siebie
jeszcze chwila zdziwienia na ustach
i już wiesz
To jest to czego szukasz


Szarotka
© Bogusława „Szarotka” Andrzejewska (2000-2010)