***
Jaskrawożółtym wysmukłym piórem kapelusza
Otworzyłaś z trzaskiem niebios błękitne morze.
Ja, zawadiaka z dziurawą duszą Kartusza
Wbiłem w ciebie oczu swych ciemne noże.
Ciało twe zdolne rozpalać bez końca,
Niczym Sahara miedzią słońca oblana.
Skwarnym wachlarza powiewem tchnąca,
Wzburzyłaś aniołów. O tobie śnili do rana.
Gdy pierś twa falowała jak wzburzone morze,
A oblicze rozpędziło szkarłatną chmurę,
Ja głos młodego orła rzuciwszy w przestworze,
objąłem cię ramionami i uniosłem w górę.
***
Wyobraź sobie statek, stary zardzewiały
porzucony samotny na morzu
z ładowniami bez towaru, pusty
i wierny ster opuszczony przez sternika.
O czym świszcze wiatr w linach
i żagle na masztach...
Zapraszają... wsiadaj i płyń!
Nie pytam, ty nie chcesz.
Wiem, te słowa już znam,
to nie ten port,
ten port jest zamknięty.
***
Wiersze, które się rymują...
Przecież nic złego się nie stało.
Światy, które się budują,
szalupa o nazwie ciało.
Powiedział, że jest szczęśliwy,
strzeż Panie tego idiotę.
Jeszcze będzie się dziwił,
że płacze, a noce są złote.
Sens wiersza diabli wzięli,
nie dotrwał do rana.
Potem przez jakąś niedzielę
dusza się tłukła pijana.
Witek
|